NINIEJSZY FELIETON czyli DA CAPO
Zubin Mehta, światowej klasy dyrygent, mający pieczę nad koncertem Trzech Tenorów, po zakończeniu jednego z wielu gal, zapytał z beztroskim uśmiechem:
- Da capo?
Żart równie inteligentny, jak i pobudzający wyobraźnię. Jednocześnie nie do udźwignięcia. Publiczność domagała się bisów, lecz bisować cały koncert? Panowie Carreras, Domingo, Pavarotti to już raczej nie młodzieńcy, i zapewne sił im zabraknie, aby powtórzyć wszystko od nowa.
Z drugiej strony, już byłby znany początek. Nikt by się nie przejmował, nie stresował pytaniem: „Jak zacząć?” Wszystko byłoby już ustalone, ustalone z góry.
Niestety nie jestem w tej komfortowej sytuacji, co Zubin Mehta. Jeszcze nie skończyłem, i nie słyszę oklasków. Ba, nawet nie zacząłem, nie otworzyłem książki na tytułowej stronie. I nawet nie wiem co nastąpi po tym dłuższym wstępie.
To wygląda jak jeden z odcinków „Szkła kontaktowego”, Jak wiadomo, jest dwóch prowadzących ten satyryczny program nadawany codziennie w TVN 24 o godzinie dwudziestej drugiej. Jeden przedstawia drugiego, i vice versa. Można sformułować te powitane krótko i banalnie. Któryś z prezenterów mówi: „Witają Państwa ten a ten i …”, a drugi dopowiada „ … i tamten a tamten”. Lecz można długo i do ostatka; barokowy twór ułożyć. Ale to na nasze czasy, czasy esemesów i krótkich e – maili. Zbyt obszernie byśmy opowiedzieli, zbyt pokaźnie. Jan Potocki, autor „Rękopisu znalezionego w Saragossie” już dawno nie żyje.
Tak jak ja w tym oto felietonie. Naprawdę nie wiem co dalej powiedzieć. Powiedzieć w strefie znajdującej się poniżej tytułu. Jaką treścią wypełnić prostokąt kartki.
Tuż przed siedemnastą, w studio TVN24 pojawia się dziennikarz sportowy, aby przekazać informacje ze wszystkich stadionów świata. Kilka dni temu pierwszą wiadomością było podpisanie przez Wojciecha Szczęsnego kontraktu z Barceloną. Gdy dziennikarz skończył, prowadzący studio zdecydował:
-To teraz przejdźmy do piłki nożnej.
Nie trzeba być prawdopodobnie znawcą futbolu, aby skojarzyć nazwisko Szczęsny i nazwę klubu z Hiszpanii z tą właśnie dyscypliną sportu. Dziennikarz powinien znać materię, w której się porusza. To dlaczego chciał przejść z wątku Szczęsnego do tematu piłki nożnej? Od dawna w nim był.
Być może i ja, autor tego, pożal się Boże, felietonu, dawno jestem w autobusie jadącym we właściwym kierunku. Tylko tego nie odczuwam, jeszcze wiele nauki przede mną.
Zaplątałem się już na początku, po stokroć, bez liku i likieru. Bo ja, proszę państwa, nie pije w ogóle. Tylko od czasu do czasu mam takie kłębowisko odczuć i myśli, że bardzo trudno w nich znaleźć początkową stację i jechać jak po sznurku. Jakbym bełkotał szumem alkoholowym. Nie jest wykluczone, że ogarnęła mną czkawka pijaczka. Po prostu, nie da się zrozumieć, co mówię.
I właśnie, ku uciesze ( czyżby?) czytelników, a ku żałobie piszącego, taki stan zawładnął mną przed chwilą, właśnie wtedy, gdy zasiadłem do napisania niniejszego, pożal się Boże, felietoniku. Nie pytajcie mnie, drodzy ludkowie, dlaczego tak się dzieje z moją biedną głową. Być może nie tylko z głową. Z całym jestestwem, jeśli pozwolicie. Taki żywot mój: niespokojny, trwający w gorączce tworzenia.
Chcę coś napisać, coś wyłupać z kamienia i atramentu, czegoś dokonać. I nie zawsze udaje się. Kupiłem niedawno mieszkanie. Mam kłopot z jedną ścianą. Ta ściana miała być pomalowana na biało, lecz widać smugi innej barwy. Powinienem wyremontować ją, zanim przyjdą goście na parapetówkę. A zaprosiłem całe osiedle, nieomalże pół dzielnicy Mokotów. Powiem, że obszar który zajmuje ta nasza kolonijka to pięćdziesiąt dwa hektary. I te pięćdziesiąt dwa hektary mają się teraz zmieścić w trzypokojowym mieszkaniu z loggią. Ludzie! Jak ja was pomieszczę? Dobrze że jest loggia. Tylko ta ściana, proszę ja was. Jak ja im pokaże coś niedokończonego, coś co miało być czymś zupełnie innym?
Niniejszy felieton, pożal się Boże, również miał być czymś zupełnie innym niż jest. Bez wątków zbytecznych czyli ubocznych. Bez jąkania, bez zaglądania na zapiski na marginesie. O jednolitym, zwartym temacie. A co wyszło? Kartka zdań.
Aż westchnąłem z politowaniem. Nic nowego nie wymyślę, a nie chcę zamulać tekstu niepotrzebnymi didaskaliami. Raczej da capo napiszę felietonik, pożal się Boże.
Komentarze
Prześlij komentarz