Przed chwilą przeczytałem takie zdanie: „Książka dla każdego”, zapisane na okładce bardzo popularnej niegdyś powieści. Egzemplarz tej książki stoi na półce bibliotecznej w dziale „Literatura dla dorosłych”. Biblioteka mieści się w Szkole Podstawowej i jest podzielona na dwa duże terytoria. Dzieci i dorośli. O czym informują odpowiednie banery. No, może nie banery. Wywieszki.
Dzieci są nauczone że nie wolno „kraść” książek z dorosłych półek. Jednak zdarza się, rzadko a jednak, że jakowyś małolatek zapędzi się w niedozwolone tereny. I co wtedy?
Publikacja z napisem na okładce „Książka dla każdego” jest zagrożona! A właściwie nieświadome zagrożenia dziecko.
Przypuśćmy że powieść o której mówię na początku felietonu to „Lot nad kukułczym gniazdem” autorstwa Kena Keseya. Świat zakładu psychiatrycznego, który jest przedstawiony w powieści to z pewnością materia nie dla dziesięcioletniego dziecka. Potrzebna byłaby interwencja specjalisty. Być może nawet siostry Ratched.
Nie, nie można dopuścić aby nieskalane życie młodego człowieka zostało zbrukane. Trzeba wykreślić hasło: „Książka dla wszystkich” z okładki. Albo je zmodyfikować: „Książka dla wszystkich dorosłych”. Tak jak w anonsie niejednego filmu: „Tylko dla osób powyżej 18 lat”.
Wydawca „Lotu nad kukułczym gniazdem” założył, że egzemplarze książki zapełnią półki księgarń w dorosłym dziale. I takoż w bibliotekach publicznych.
Nie przewidział niepozornych bibliotek szkolnych, w których przejście z dzieciństwa ku pełnoletniości jest ledwo zauważalne i umiejscowione między dwoma biurkami.
Gdzie dzieci wbiegają do pomieszczenia z szybkością której nie powstydziłby się Usain Bolt. I zatrzymują się dopiero gdy bibliotekarz przypomni zasady panujące w bibliotece. Jednak dziecko zdążyło dobiec w rejony mu nie dozwolone. Z rozpędu zatem łapie pierwszą z brzegu książczynę, a że na jej okładce napisano grubym drukiem „Dla każdego”, nie ma żadnych oporów przed podjęciem decyzji. Wypożyczę właśnie tę!
Ile słów tłumaczenia musi użyć bibliotekarz aby wyperswadować nieszczęsnemu dziecku lekturę „Lotu nad kukułczym gniazdem”! Ile potu ( bibliotekarza) i łez ( dziecka) wylano aby ułagodzić sytuację do której nigdy nie powinno dojść.
Toż to dzieci uznają że biblioteka to takie miejsce w ich ukochanej szkole gdzie goszczą strach i udręka. Centrum samych negatywnych emocji. Trzeba omijać bibliotekę i jej zasoby z daleka.
I co w tym wypadku ma zrobić bibliotekarz? Jak na razie zamalował ten okrutny napis widniejący na okładce. „Książka dla wszystkich”. Zrobił to wbrew sobie i wszystkim. Aby czytelnictwo … wzrosło.

Komentarze
Prześlij komentarz