"Wiatraki", wiersz Urszuli Kozioł, na 2024 rok, gdy odebrała Nagrodę Nike
W tym roku, 2024, laureatką Nagrody Nike została mieszkająca we Wrocławiu poetka Urszula Kozioł. Nagrodzona książka to tomik poezji pod tytułem „Raptularz”. Niniejszy tekst jest poświęcony osobie Poetki, a także, wbrew zdrowemu rozsądkowi, pierwszemu wydanemu tomikowi Kozioł. To było dawno temu, w zupełnie innym wymiarze społecznym, w innej sytuacji politycznej. Właśnie z tego powodu warto przyjrzeć się zapisanym wersom przez młodą Poetkę.
Czy bywać poetą jest zawodem? Nie. Gdyby tak było, Urszula Kozioł dawno już by przeszła na emeryturę czyli nie pisałaby wierszy. A przecież od 2000 roku aż po dzień wczorajszy, wydała aż dziewięć tomików poezji. To właśnie na początku dwudziestego wieku Poetka przekroczyła wiek zusowski.
Dwadzieścia cztery lata i dziewięć tomików poezji! Nie dziwmy się, przypomnijmy pewną zasadę Urszuli Kozioł, którą wypowiedziała na łamach „Twórczości”: Myślę, że w pewnym wieku nasze piękno nosimy już tylko wewnątrz siebie i że uzewnętrznia się ono dopiero wtedy, kiedy je w nas poruszy miłość. Taka postawa wobec życia, twórczości i samej poezji nadaje kształt biografii Urszuli Kozioł.
Pisać, tworzyć, dać przyjemność Czytelnikowi w obcowaniu z czymś ponadto co daje nam świat od rana do późnego wieczora. Dać ludziom miejsce, w którym nie ma tych wszystkich codzienności, ani polityki, ni morderstw, ani niepotrzebnego zagłębiania się w życie sąsiadów.
Te wszystkie ludzkie aktywności, nazwijmy tak szumnie, rzućmy na margines, w kąt, i zajmijmy się czymś pożytecznym, czymś użytecznym, czymś nader pożywnym.
Urszula Kozioł, według Wikipedii, a ja jej w tym przypadku wierzę, pierwszy tomik, „Gumowe klocki”, wydała w 1957 roku. W tym oto roku, 17 stycznia, odbyła się premiera arcyciekawego filmu „Człowiek na torze” Andrzeja Munka. Dwudziestego stycznia, na ekrany wchodzi bardzo potrzebny film dla Polaków, „Kanał” Andrzeja Wajdy.
To był czas postalinowskich rozrachunków. Społeczno-polityczna sytuacja Polski nie należała do najlepszych. W Biurze Politycznym PZPR dokonał się rozłam. Zainicjowano akcje przeciwko Kościołowi Katolickiemu, w których czynny udział brał ówczesny premier Józef Cyrankiewicz. Rósł dług publiczny. Narastały niepokoje społeczne.
W takim oto kraju dwudziestosześcioletnia Urszula Kozioł pokazuje polskim czytelnikom pierwsze próby poezji. „Gumowe klocki” to zaledwie kilkanaście wierszy, wydanych na niezbyt dobrze wyglądającym papierze. Widać jakiś niepokój, pośpiech drukowaniu tomiku. Niektóre czcionki są odbite niedbale, jakoś tak efemerycznie. Jakby się czegoś bano?, może kogoś? Z ciekawości aż zajrzałem na stopkę redakcyjną. Wrocławski oddział Związku Literatów Polskich jest odpowiedzialny za wydanie „Gumowych klocków”. Wyrażenie „własnym sumptem”, które można wyczytać tak jakoś z boku na stronie potytułowej, mówi samo za siebie. Młodość i poezja, połączone w jedną całość, najwyraźniej potrzebują wsparcia.
Jak wyglądała promocja literatury w Polsce lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, nie wiem. Najprawdopodobniej były organizowane wieczorki autorskie, może jakieś spotkania w bibliotekach czy księgarniach. I raczej to wszystko. Brak wówczas internetu, social mediów jeśli nie bolało, to z pewnością „utrudniało” życie. Ale czy na pewno? Pramatką facebooka można nazwać pocztę pantoflową. Były telefony. I ludzie umawiali się, chodzili w grupach do kin, do parku, na wystawy obrazów. Kupowali tomiki poezji ...
Urszula Kozioł pracowała w roku wydania „Gumowych klocki” jako nauczycielka języka polskiego w Bystrzycy Kłodzkiej. Kilka lat później przeniosła się do Wrocławia, nie zmieniając zawodu. Poza tym miała za sobą debiut prasowy (1953) w „Gazecie Robotniczej”, która po pewnym czasie zmieniła nazwę na „Gazeta Wrocławska”. Wydaje się, że w tych środowiskach ( nauczycielski i prasowym) w dniu debiutu Urszula Kozioł mogła poczuć się już znaną poetką.
W 2024 roku nie potrzebuje aż takiej promocji, jak sześćdziesiąt siedem lat temu. Kto jej wiersze tylko zna, ten zainteresuje się „Raptularzem”. Kto ją zna osobiście i jednocześnie twórczość Poetki, tym bardziej zechce przeczytać ostatni tomik.
Gdy ogłoszono laureata Nagrody Nike 2024 roku, zapytałem siebie – a ty Adamie znasz aktywność literacką Urszuli Kozioł? Nie, nie znam, brzmiała natychmiastowa odpowiedz.
Zajrzałem do Internetu. Na portalu Polona zlokalizowałem … skany egzemplarza „Gumowych klocków”. Wieczorami, przy pełni księżyca i pod kołdrą, odbyłem przyśpieszony kurs ze znajomości wierszy Urszuli Kozioł.
Czytając pierwszy wiersz z tomiku, zatytułowany „Wiatraki”, przeżyłem niejedną przygodę intelektualną. Skojarzenia nie tylko fruwały rzadko występującym ptactwem, co jest zrozumiałe przy czytaniu poezji jakiekolwiek autora. One wylatywały oknem, odbijały się o chodnik, latarnie, trzepak, pobliskie drzewa. O te wszystkie zakłócenia w podróżowaniu, które służą zupełnie do innych celów. A jednak skojarzenia poradziły z zgrzytami na łączach, powróciły do mnie jeszcze bardziej, jeszcze mocniej, jeszcze piękniej.
W pierwszym wersie Poetka przywołuje Don Kichota, klasycznego już bohatera z powieści hiszpańskiego pisarza, Miguela de Cervantesa. Jeżeli mnie pamięć nie myli, ten obłąkaniec wyruszył na wojnę przeciwko wiatrakom. Jedyną bronią którą posiadał to kopia, marne narzędzie walki, biorąc pod uwagę rozmiary przeciwnika. Kozioł w drugim wersie mówi wręcz o kiju. To żadna różnica: Don Kichot nie zwycięży w tej bitwie. Poetka zwraca się do czytelników, aby nie słuchali wywodów chorego człowieka.
Do tej pory jest wszystko jasne, klarowne, bezbłędne. Lecz w czwartym wersie pojawia się Piłat. Z pewnością Cervantes nie jest literackim ojcem Piłata. Możemy ją spotkać na kartach Ewangelii, a symbolizuje brak zdecydowania w kwestii wydania wyroku na Jezusa. Inny czas, inna przestrzeń kulturowa, inny wymiar problemu.
A jednak Urszula Kozioł ośmieliła się w tym samym wierszu, nieomalże obok siebie, umieścić szesnastowiecznego rycerza cierpiący na chorobę dwubiegunową i niezdecydowanego rzymskiego prefekta Judei. Przy czym ten pierwszy to postać fikcyjna, a ten drugi to, co prawda, figura historyczna, lecz wiedza o nim oparta jest na zaledwie kilku dokumentach. W tym Ewangelii, którą, według wielu historyków, nie można uznać bezpośrednio za źródło absolutnej wiedzy.
Domyślać się należy, że Poetce w wierszu „Wiatraki’, nie chodziło bezpośrednio o osoby, tylko o to co one niosą ze sobą. Właściwie już o tym wspomniałem kilka zdań wcześniej. Nałogowe szaleństwo – Don Kichot, a Piłat: brak zdania w zasadniczej kwestii.
Chcąc zinterpretować kolejne zwrotki, musimy właśnie pamiętać o symbolach, tematach, wątkach, które kryją się za postaciami o których wspomina Urszula Kozioł. Nigdy nie wolno brać dosłownie tekstu, jakiegokolwiek tekstu poetyckiego.
A „dzieje się” w wierszu „Wiatraki”. W drugiej zwrotce pojawiają biblijni bliźniacy, Kain i Abel. Okazuje się że właścicielem wiatraka na który naciera Don Kichot jest pierwszym w historii bratobójcą Już morderstwo dokonało się. Poetka mówi o „ciele Abla”, przy czym dokonuje w tym miejscu pewnego rodzaju mistyfikacji. Otóż jest ono, jeżeli można tak rzecz, nasze, polskie. Włosy ma pszeniczne – aż tak daleko posunęła się Poetka. Z pewnością ten kto czyta wersety biblijne ma zupełnie inny obraz Abla niż ten dany przez Urszulę Kozioł. A i Kain przecież nic nie ma wspólnego z wiatrakami, tym bardziej wiatrakami wśród mazowieckich pól. A jednak warto pomyśleć.
Poetka ma na myśli … postawę życiową wobec innych ludzi. Można spotkać o każdej porze dnia i nocy, pod każdą szerokością geograficzną człowieka który może zabić brata, sąsiada, kochankę. I jest uprzywilejowany. Kain jest rolnikiem, a zatem składa płody ziemi Jahwe ( stąd w wierszu informacja o kainowym wiatraku), kłamie że nie widział tego dnia brata.
O trzeciej i czwartej nie powiem już ani słowa. Nie dlatego że nie mam sił, czasu czy chęci. Już i tak dużo „opowiedziałem” o „Wiatrakach”, że czytelnik niniejszego, pożal się Boże, felietoniku, powinien pójść właściwą drogą.
Jest rok 1957. Polska liże powojenne rany. Trzeba raczej chleba niż igrzysk. Tymczasem jakiś szaleniec chce uczynić nieużytecznym wiatrak w którym nie tylko chleb się miele. Ludzkie ciała także. A gdzie się podział Piłat?

Komentarze
Prześlij komentarz