Mija pięć lat od utworzenia „Peronu Literackiego” przy Bibliotece Kraków. Są to warsztaty literackie, promujące mniej znanych twórców, związanych z poezją, ale i także z prozą. Działają one nieprzerwanie od roku 2019, stacjonarnie, jednak także on-line. Stacjonarnie zajęcia odbywają się w Filii numer 3 Biblioteki Kraków przy Placu Jana Nowaka – Jeziorańskiego, a w formie online na profilu facebookowym Klubu Dziennikarzy Pod Gruszką. Oba adresy, zaręczam, łatwo znaleźć.

Gospodarzami wszystkich spotkań są Jadwiga Malina ( poetka) i Michał Piętniewicz ( poeta i krytyk).

Rok na „Peronie” podzielony jest na dwa okresy. Wiosenno – letni i jesienno – zimowy. Skojarzenia szkolno – wychowawcze jak najbardziej uzasadnione. Uczestnicy „Peronu” mogą wysyłać na podany adres swoje prace. Są one poddane ocenie przez moderatorów spotkań, a także, raz w miesiącu, gości, nazywanymi w gronie „peronowiczów” mistrzami. Można poczuć się jak w szkole, prawda? Z tym że nie ma „trój” czy „piątek”. Są wystawiane tylko oceny opisowe, bardzo delikatne, lecz merytoryczne.


W tym roku, 2024, obchodzimy pięciolecie istnienia „Peronu”. Z tej okazji Biblioteka Kraków wydała „Antologię Peronu Literackiego”, wybór najciekawszych utworów uczestników warsztatów. 

Który poeta nie chciałby ujrzeć swojego wiersza wydrukowanego na białym, czystym papierze między okładkami nawet jak najmniejszej książeczki? A przecież „Antologia Peronu Literackiego” jest sporych rozmiarów. I to jeśli chodzi o wymiar fizyczny, ale też w znaczeniu merytorycznym, poznawczym. Wiersze zaprezentowane w „Antologii” mają swój ciężar gatunkowy, nie są to okazyjne utwory, sklecone na kolanie. Bardzo często spotykamy poetyckie perełki, wypieszczone od pierwszego do ostatniego zdania.

Poeci Peronu Literackiego ( bardzo mi się podoba ten zwrot!) to nie przypadkowi, nieobeznani ze sztuką pisania, ludzie. To poważni adepci pióra, oczytani w dziełach wszelakich. Porozmawiajcie z nimi, przekonacie się sami. Niżej podpisany niejednokrotnie miał przyjemność podyskutować z niektórymi członkami Peronu Literackiego. Bardzo miło wspominam te wszystkie dysputy. Bardzo miłe, bez dwóch zdań!

Ostatnio poznałem Ewelinę Kiełtykę. Młoda kobieta, szczęśliwa żona i matka, pracownica biblioteki w miejscu zamieszkania. Nieśmiała, a może delikatna, a z pewnością kochająca powietrze pełne barw świata. W „Antologii Peronu Literackiego” znajdujemy dwa wiersze Eweliny.

„Nieosiągalna” traktuje o braku porozumienia. Brak synonimów, a nawet antonimów. To że Poetka chce wyrazić myśl używając bliskoznaczników, jest zrozumiałe. Chcemy być zrozumiani, komunikatywni. Ale dlaczego Ewelina wspomina o antonimach czyli słowach z definicji przeciwko czemuś, komuś. Czyli odrobina buntu w rozmowie nie zaszkodzi? Czy to jest ta inna wersja mnie, ciebie o której mowa w dwóch pierwszych wersach wiersza? Wiersza który wydaje się prosty, choć nie banalny. Za pierwszym czytaniem nieosiągalny jak jego Autorka przez kolejne wersy aż do końca utworu.

W drugim wierszu, tym pod tytułem „stopy na wietrze”, trzeba przejść blisko strefy koszmarów, aby ujrzeć bezpieczną granicę. Życie zmusza abyśmy byli linoskoczkami nad przepaścią, jak się można domyślać, głęboką przepaścią. Musimy nagimnastykować się życiowo, by znaleźć strefę komfortu. Zastanawia mnie użycie małej litery w tytule wiersza. To oznaka kolejnego buntu? Buntu wyrażonego w sposób graficzny tym razem.

Wiersze Eweliny przedstawione w „Antologii” można opisać jako te, które wydają się zapisane prostymi obrazami, lecz które po bliższemu zaznajomieniu potrafią zaskoczyć Czytelnika. Nic nowego nie powiem, gdy stwierdzę iż wiersze powinno się czytać między wersami. Brak znaków interpunkcyjnych, jak w przypadku Eweliny, ma w odczytywaniu tekstu, pomagać. Dzięki temu prostemu zabiegowi zobaczymy jaskinie wyobrazni Poetki. Jest ona barwna i pełna piętrowych budowli.

Tak się ładnie złożyło, że Ewelina wydała tomik wierszy w tym samym czasie gdy ujrzała światło dzienne „Antologia Peronu Literackiego”. Przypadek czy zamierzona decyzja, nie nam w tym miejscu sądzić. Ważne, że wiersze z tomiku zapewniają ciąg dalszy wrażeń, którym uległem w czasie czytania tych dwóch umieszczonych w „Antologii”. Lektura tomiku wierszy Eweliny, zatytułowanego „Między konarami” potwierdza analizę przedstawioną w poprzednim akapicie.

Większość wierszy jest oparta na kolorze/kolorach. A to że tomik jest podzielony na cztery pory roku ( kto czytał, ten zrozumie, a ten kto ma przed sobą lekturę, powinien się domyślić: Vivaldi lub obrazy Moneta mu dopomogą) czyni z twórczości młodej Poetki całoroczny kalendarz wrażeń z rzeźbienia krajobrazów. Panoram z życia, jak się możemy domyślać, samej Poetki. Mikropanoram, takich których doznajemy między porankiem, kiedy nucąc Bacha, gładzimy życie a czasem na dobranoc, gdy tyle słów zebrało się w oddechach nocy. Gdzie barw nie brakuje. Lecz także codziennych synonimów i antonimów ( aby było jeszcze ładniej) oraz ciszy, zwaną w wierszu prześwitem.

Przedświtem zaś nazwę całość „Między konarami” Eweliny Kiełtyki. Przedświtem ciekawie zapowiadającej drogi poetyckiej Poetki – bibliotekarki z Pcimia. Nie, nie przedświtem, zbuntowałem się przeciwko sobie samemu. Przeciw wyrażeniu, które sam napisałem. Miało ono być bezpośrednim skojarzeniem do poprzedniego akapitu, gdzie triumfował prześwit.

Ale ten prosty zabieg językowy nie oddaje w pełni wartości wierszy Eweliny. To już raczej zaranie dobrze zapowiadającego się dnia. Srebrnymi nićmi zapalony, niczym lampa. Taniec, płynięcie, nawet między konarami drzew. W przestrzeń słów, gdy Poetka śpiewa, gdy sterówki skrzydeł nie mogą nic więcej niż szumem Ci służyć.

Niech zatem Ci służą, Drogi Czytelniku i Kochana Czytelniczko, wiersze Eweliny Kiełtyki, na każdą porę roku. Między konarami, między dniem a nocą. Kurtyna opada bez słów, chociaż już się nie boisz burzy. Masz oręż, poezję.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga