Posty

  Śnią mi się książki, biblioteki książek. Ciągi przepełnionych półek różnoraką literaturą. Najprawdopodobniej znaną już i, użyję szkolnego wyrażenia, przerobioną. Zaliczoną. Po przeczytaniu - zapomnianą. Jakbym jakowyś egzamin zdawał. Sny powtarzają się bardzo często. Tak często jak chodzi się do pracy. Każdego dnia oprócz niedziel i przewidzianych ustawowo świąt. Jeśli nawet dwa ostatnie zdania czytelnik potraktuje jako żart, to i tak nie będzie to nadużyciem wobec tego co naprawdę wyprawia moja głowa gdy przyłożę głowę do poduszki. Powinienem czuć się zrelaksowany po takiej dawce nocnego „czytania”. Książki właśnie po to zostały wymyślone, aby czytelnik cieszył się tym co czyta. Aby westchnąć: „To mi się podoba!” I dodać na tym samym oddechu: „Za mało, jeszcze chcę, poproszę”. Ale jest inaczej. Nocne lektury męczą. Ściskają za gardło. Depczą odciski. Popychają w ten sposób, aż kilka razy spadłem z łózka. Bo tak mówiąc szczerze wystarczy że pracuje ( inaczej: wyciszam się!) w bib...
  Mija pięć lat od utworzenia „Peronu Literackiego” przy Bibliotece Kraków. Są to warsztaty literackie, promujące mniej znanych twórców, związanych z poezją, ale i także z prozą. Działają one nieprzerwanie od roku 2019, stacjonarnie, jednak także on-line. Stacjonarnie zajęcia odbywają się w Filii numer 3 Biblioteki Kraków przy Placu Jana Nowaka – Jeziorańskiego, a w formie online na profilu facebookowym Klubu Dziennikarzy Pod Gruszką. Oba adresy, zaręczam, łatwo znaleźć. Gospodarzami wszystkich spotkań są Jadwiga Malina ( poetka) i Michał Piętniewicz ( poeta i krytyk). Rok na „Peronie” podzielony jest na dwa okresy. Wiosenno – letni i jesienno – zimowy. Skojarzenia szkolno – wychowawcze jak najbardziej uzasadnione. Uczestnicy „Peronu” mogą wysyłać na podany adres swoje prace. Są one poddane ocenie przez moderatorów spotkań, a także, raz w miesiącu, gości, nazywanymi w gronie „ peronowiczów ” mistrzami. Można poczuć się jak w szkole, prawda? Z tym że nie ma „trój” czy „piątek”....
Obraz
 Przed chwilą przeczytałem takie zdanie: „Książka dla każdego”, zapisane na okładce bardzo popularnej niegdyś powieści. Egzemplarz tej książki stoi na półce bibliotecznej w dziale „Literatura dla dorosłych”. Biblioteka mieści się w Szkole Podstawowej i jest podzielona na dwa duże terytoria. Dzieci i dorośli. O czym informują odpowiednie banery. No, może nie banery. Wywieszki. Dzieci są nauczone że nie wolno „kraść” książek z dorosłych półek. Jednak zdarza się, rzadko a jednak, że jakowyś małolatek zapędzi się w niedozwolone tereny. I co wtedy? Publikacja z napisem na okładce „Książka dla każdego” jest zagrożona! A właściwie nieświadome zagrożenia dziecko. Przypuśćmy że powieść o której mówię na początku felietonu to „Lot nad kukułczym gniazdem” autorstwa Kena Keseya. Świat zakładu psychiatrycznego, który jest przedstawiony w powieści to z pewnością materia nie dla dziesięcioletniego dziecka. Potrzebna byłaby interwencja specjalisty. Być może nawet siostry Ratched. Nie, nie mo...
Obraz
  Śnią mi się książki, biblioteki książek. Ciągi przepełnionych półek różnoraką literaturą. Najprawdopodobniej znaną już i, użyję szkolnego wyrażenia, przerobioną. Zaliczoną. Po przeczytaniu - zapomnianą. Jakbym jakowyś egzamin zdawał. Sny powtarzają się bardzo często. Tak często jak chodzi się do pracy. Każdego dnia oprócz niedziel i przewidzianych ustawowo świąt. Jeśli nawet dwa ostatnie zdania czytelnik potraktuje jako żart, to i tak nie będzie to nadużyciem wobec tego co naprawdę wyprawia moja głowa gdy przyłożę głowę do poduszki. Powinienem czuć się zrelaksowany po takiej dawce nocnego „czytania”. Książki właśnie po to zostały wymyślone, aby czytelnik cieszył się tym co czyta. Aby westchnąć: „To mi się podoba!” I dodać na tym samym oddechu: „Za mało, jeszcze chcę, poproszę”. Ale jest inaczej. Nocne lektury męczą. Ściskają za gardło. Depczą odciski. Popychają w ten sposób, aż kilka razy spadłem z łózka. Bo tak mówiąc szczerze wystarczy że pracuje ( inaczej: wyciszam się!...
  Czesław odwiedza Genię. Taszczy pod pachą książkę. Tak powiedział: że taszczy. Genia musi wytężać wzrok, aby zobaczyć mizernie wyglądający egzemplarz. Czesław nie daje za wygraną, wciąż mówi i mówi. To jest prezent na urodziny, od dzieci, nawet napisały dedykację. Z datą, podkreśla gość ze śmiechem, jakbym nie wiedział kiedy mam ten swój jubileusz. Genia wzdycha: każdy wie że Czesław urodził się piętnastego, w październiku. No, wie się, odpowiada z dumą. Genia wraca do tematu książki. Czy Czesław ją przeczytał? Bo nie wiadomo czy warto czytać. Zagadnięty wypręża pierś. Nie, przejrzałem tylko, poza tym wylała się kawa. Nie ma Genia jakiegokolwiek, tego, no, odplamiacza? Bo tak dziwnie toto wygląda. Tu wysoko druk, a na dole kartki plama. Czesław jest bratem Geni. Oboje w dojrzałym wieku. Powinni już wiedzieć, zwłaszcza Czesław, że książek nie przegląda się. Takie zdanie może, bez żadnego skrępowania, wypowiedzieć uczeń szkoły podstawowej. Lecz ludzie będący zapewne dziadkam...

"Wiatraki", wiersz Urszuli Kozioł, na 2024 rok, gdy odebrała Nagrodę Nike

Obraz
W tym roku, 2024, laureatką Nagrody Nike została mieszkająca we Wrocławiu poetka Urszula Kozioł. Nagrodzona książka to tomik poezji pod tytułem „Raptularz”. Niniejszy tekst jest poświęcony osobie Poetki, a także, wbrew zdrowemu rozsądkowi, pierwszemu wydanemu tomikowi Kozioł. To było dawno temu, w zupełnie innym wymiarze społecznym, w innej sytuacji politycznej. Właśnie z tego powodu warto przyjrzeć się zapisanym wersom przez młodą Poetkę. Czy bywać poetą jest zawodem? Nie. Gdyby tak było, Urszula Kozioł dawno już by przeszła na emeryturę czyli nie pisałaby wierszy. A przecież od 2000 roku aż po dzień wczorajszy, wydała aż dziewięć tomików poezji. To właśnie na początku dwudziestego wieku Poetka przekroczyła wiek zusowski. Dwadzieścia cztery lata i dziewięć tomików poezji! Nie dziwmy się, przypomnijmy pewną zasadę Urszuli Kozioł, którą wypowiedziała na łamach „Twórczości”: Myślę, że w pewnym wieku nasze piękno nosimy już tylko wewnątrz siebie i że uzewnętrznia się ono dopiero wtedy...
NINIEJSZY FELIETON czyli DA CAPO Zubin Mehta, światowej klasy dyrygent, mający pieczę nad koncertem Trzech Tenorów, po zakończeniu jednego z wielu gal, zapytał z beztroskim uśmiechem: - Da capo ? Żart równie inteligentny, jak i pobudzający wyobraźnię. Jednocześnie nie do udźwignięcia. Publiczność domagała się bisów, lecz bisować cały koncert? Panowie Carreras, Domingo, Pavarotti to już raczej nie młodzieńcy, i zapewne sił im zabraknie, aby powtórzyć wszystko od nowa . Z drugiej strony, już byłby znany początek. Nikt by się nie przejmował, nie stresował pytaniem: „Jak zacząć?” Wszystko byłoby już ustalone, ustalone z góry. Niestety nie jestem w tej komfortowej sytuacji, co Zubin Mehta. Jeszcze nie skończyłem, i nie słyszę oklasków. Ba, nawet nie zacząłem, nie otworzyłem książki na tytułowej stronie. I nawet nie wiem co nastąpi po tym dłuższym wstępie. To wygląda jak jeden z odcinków „Szkła kontaktowego”, Jak wiadomo, jest dwóch prowadzących ten satyryczny program nadawany c...